Subskrypcja
Zamów newsy na e-mail:




 


 


   

 
Powrót   plik tekstowy (doc)
























Kuba Turkiewicz
Afera Tibana

.... Lando Calrissian siedział w wygodnym fotelu wykonanym z gazu tibana, obciągniętego folią aluminiową i popijał gazowany napój z puszki na której widniała podobizna postrachu całej galaktyki - Lorda Vadera. Ciepła posadka administratora kolonii górniczej bardzo mu odpowiadała. Całymi godzinami przesiadywał w swym urządzonym ze smakiem biurze i jedząc biszkopty rozmyślał o życiu lub wyobrażał sobie nagie kobiety. Całą czarną robotę odwalał za niego Lobot, cyborg o umyśle potężniejszym niż maszyna parowa i liczydło ( z ros. ściota) razem wzięte. Lando przeczesał włosy, przeciągnął się ziewając po czym wydłubał coś z nosa i przykleił to do spodniej powierzchni blatu biurka, przy którym siedział. Wreszcie ziewnął i niby od niechcenia zaczął sobie podśpiewywać :

A little bit of Monika in my mind,
A little bit of Erika by my side
A little bit of Rita tu tu tu
A little bit of la la la la la
A little bit of music in my head
A little bit of kiełbasa in my brzuch...
Tutu turu hej

W tym momencie wszedł Lobot
- Czy pan mnie wzywał Sir ? - powiedział ten przystojny mężczyzna o ( jak sam zwykł mawiać) stopniu czuprynowości zero, który zawsze sprawiał wrażenie jakby słuchał muzyki przez słuchawki permanentnego walkmana
- Nie - odparł Lando - po prostu śpiewałem sobie.  Czasami nawiedza mnie taka wizja : Ja w białym garniturze i kapeluszu stoję przed mikrofonem i śpiewam sobie o różnych pięknych kobietach mojego życia, a tymczasem one tańczą wokół mnie i swoją urodą podkreślają jaki jestem przystojny i pełen naturalnego wdzięku. Członka zresztą też mam odpowiednich rozmiarów, ale tego akurat nie widać. No chyba, że założę odpowiednie spodnie, ale wtedy granica wieku odbiorców zostanie brutalnie podniesiona, tak że raczej to sobie podaruję...
- Tak jest proszę pana - powiedział Lobot, prawie przerywając ciszę. Chwilę trwało milczenie. Komuś zaburczało w brzuchu, ktoś rzucił jakieś przekleństwo.
Wreszcie odezwał się Lando:
- Lobot ?
-Tak ?
- Wyczyściłeś wszystkie buty, tak jak kazałem ?
- Tak proszę Pana.
- Powiedz : "tak ekscelencjo"
- Tak ekscelencjo.
- A teraz dotknij palcem wskazującym prawej dłoni do nosa, a lewy kciuk wsadź do prawego ucha i powiedz : "Jestem sobie niziołek."
- Dlaczego ? - zapytał Lobot, który wydawał się trochę zmieszany ( z błotem). Jego twarz jednak nie wyrażała żadnych uczuć a ton pozostał obojętny.
- Jestem twoim szefem i po prostu ci każę. Możesz oczywiście odmówić i znaleźć sobie inną pracę, na przykład w hurtowni obuwia.
- Jestem sobie niziołek - powiedział Lobot z wymuszonym entuzjazmem spełniając wszystkie wymagane przez Lando warunki.
-No... Dobrze - powiedział Lando i stracił zainteresowanie swoim cyborgiem.
- Pragnę tylko zasugerować - odezwał się mężczyzna - że po operacji mózgu, którą przebyłem jestem w stanie wykonywać wiele skomplikowanych i wymagających najlepszej wiedzy czynności. Doskonale zastępuję komputer domowy lub biurowy, kalkulator lub encyklopedię...
- A umiesz zastąpić odkurzacz albo wałek malarski? - Lando bezceremonialnie przerwał wywód cyborga.
- Nie...
- W takim razie jesteś do niczego. Chyba że rozwiążesz  zadanie numer pięć...
- To tajemnicze - rzekł zdumiony Lobot. - Zrobię wszystko by udowodnić swoją przydatność. Jestem ambitny.
- W takim razie stojąc cały czas na baczność udawaj że fikasz koziołki. Masz być tak przekonywujący, żebym dał się nabrać.
- To pestka - oświadczył cyborg. Kiedy pomyślę ile razy robiłem ten numer aby rozśmieszyć moich przyjaciół z planety Tatooine, Beru i Larsa Owenów...
- No to do roboty.
Lobot przyjął postawę zasadniczą, wyprężył pierś i odezwał się w te słowa :
- Fik ! Hohoho ! Fik ! Ale koziołek ! Fik o rety... auć uderzyłem się w łokieć. Fik ! o rety... fikam, fik ! Oooops ! Hahaha ! co za przygoda !
.... Lando patrzył oczarowany, wciąż mu się zdawało, że Lobot fika jeszcze choć nic nie fikało. Niewiele brakowało a przyznałby się do szczerego podziwu dla tego uszlachetnionego mechanicznymi częściami mężczyzny, ale wtedy musiałby podnieść mu pensję. Opanował się więc w porę i odezwał się w te słowa :
- Oj Lobot, Lobot znudziłeś mnie chłopcze. Idź wreszcie do kuchni pozmywać gary zanim tu zasnę z nudów albo znajdę kawał kija i ci wygarbuję skórę ty nierobie jeden ty !
.... Lobot odszedł jak niepyszny albo jak zmyty. Może nawet jak jedno i drugie. Administrator, aby nie marnować czasu natychmiast oddał się rozmyślaniom połączonym z podstawowymi ćwiczeniami z zakresu higieny osobistej na sucho, gdy wtem drzwi jego gabinetu otworzyły się gwałtownie a przeciąg przesunął jego masywne, przykręcone do podłogi dwucalowymi śrubami biurko o dwa centymetry w lewo. Do pomieszczenia wszedł powoli i ostrożnie Boba Fett, a zaraz za nim majestatycznie wkroczył Darth Vader. Obaj mężczyźni mieli wełniane czapki, które nieco śmiesznie wyglądały, rozciągnięte niemiłosiernie na hełmach. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pozwoliłby jednak sobie ani na złośliwy komentarz ani na cień ironicznego uśmiechu ( jedynie Imperator zwykł mawać : "Oj Darth, Darth... Jak ty wyglądasz w tej czapce ty dupo wołowa?", ale zawsze robił to po cichu i tylko w czasie rozmowy w cztery oczy).
- Trzy czte-ry ! - powiedział Vader i obaj równocześnie zdjęli nakrycia głów.
- To niespodzianka i przyjemność Lordzie Vader ! - powiedział Lando. - Pańska obecność jest dla nas zaszczytem.
- Darujmy sobie uprzejmości. Imperator martwi się wolnym postępem budowy. Przyleciałem, by dopilnować realizacji planu.
- Stacja zostanie ukończona zgodnie z planem.
- Obawiam się, że Imperator nie podziela pańskiej optymistycznej oceny sytuacji.
- Żąda rzeczy niemożliwych . Potrzebuję więcej ludzi.
- Może więc sam mu to pan powie, gdy przybędzie - maska Vadera przybrała groźny wyraz
.... Gdyby Lando nie był człowiekiem o czarnym kolorze skóry, prawdopodobnie by zbladł.
- Imperator chce tu przylecieć ?
- Tak... Nie...Zaraz, zaraz, coś mi się tu nie zgadza. - Lord Vader zawahał się, ale stojący tuż za nim Boba Fett w porę go podtrzymał. Chwila zadumy trwała około kwadransa, wreszcie czarny lord doznał olśnienia, puknął się w hełm na wysokości czoła, co zaowocowało metalicznym dźwiękiem i wykrzyknął:
- Jasne ! Ten tekst zarezerwowałem sobie dla Jerjerrod'a z Gwiazdy Śmierci. Za sześć miesięcy mam tam inspekcję. A ty co mnie podpuszczasz ? - zwrócił się do Landa.
- Nieeee, ja nic - w głosie administratora wyczuć było można strach, trwogę i lęk. Przy odrobinie dobrej woli także panikę i obawę.
- Też myślę ! - ryknął Vader a miniaturowe kropelki śliny zrosiły wewnętrzną część jego maski. Wtedy do Landa podszedł Boba Fett. Z trzymanej w lewym ręku tekturowej teczki wyjął kilka broszur.
- Czy nie sądzi pan - zaczął - że eskalacja przemocy i panoszące się wszędzie zło są znakami zbliżającego się końca świata ? Jak pan sądzi, czy człowiek jest w stanie sam uporać się z wszystkimi problemami czy też istnieje Moc, która załatwi za nas wszystkie problemy ? Złych strąci do piekieł a nam dobrym zapewni wieczny byt w pięknym świecie ?
Lando chwilę udawał że się zastanawia, wreszcie rzekł:
- Nie wiem.
- No właśnie. - Wtrącił się Vader. - A warto się nad tym zastanowić. Wiele osób zastanawia się dlaczego skoro Moc jest taka dobra, pozwala aby ludzie cierpieli. Zostawimy panu na razie kilka broszur, a później chcielibyśmy umówić się na jakiś dzień i porozmawiać o pańskich poglądach. Chyba, że chce pan abyśmy spalili cały Bespin, wraz z pańską kolonią? Proszę oto: " Czy istnieje dobra Moc, która się o Ciebie troszczy", "Tajemnice ludzkiego mózgu ( z dodatkiem o Kalamarianach i Arconach)", oraz " Cierpienie i wojna - ciemna strona nas wyzwoli".
- Bardzo dziękuję - powiedział Lando. - Na pewno wiele skorzystam i znajdę czas na przemyślenia. Zapraszam ponownie.
.... I właśnie kiedy wypowiadał te słowa do pomieszczenia wszedł Lobot.
- Szefie - powiedział. - Nadlatuje statek o nazwie Sokół Milenium. Leci nim jakiś Dźyngis Han czy Hans... Mówi że jest pana przyjacielem.
Być może to czysty przypadek, być może trzej zgromadzeni w pokoju mężczyźni mieli pokrewne dusze. A być może to przeznaczenie. W każdym razie wszyscy w tej samej chwili wykrzyknęli:-"Han Solo" !
.... Niespodziewanie Lando stał się świadkiem gwałtownego przeobrażenia obu mężczyzn. Rozległa się głośna muzyka, która przeszyła czas i przestrzeń, choć nie wiadomo skąd pochodziła. Pierwszy zaczął wirować Boba Fett. Na chwilę jego zbroja zniknęła by zaraz pojawić się w jeszcze groźniejszej postaci, mieniąc się setkami odcieni koloru khaki.
- Ja przystojny wojownik w mandaloriańskiej zbroi z wdziękiem wkraczam do akcji !
W tym momencie rozpoczęła się przemiana Lorda Vadera. Kiedy jego ubranko zniknęło Lando natychmiast odwrócił wzrok, ale mimo to długo po tym wydarzeniu miał budzić się z krzykiem w środku nocy i biec po swoją przytulankę, starą wytartą kaczuszkę z gąbki.
- Ja Czarny Wojownik o wolność i miłość do Imperium przy pomocy Gwiezdnego Pyłu Pocałunku ukażę waszą pychę!
.... Kiedy skończył jego zbroja wyglądała jeszcze piękniej niż w dniu ślubu Wuchera. Błyszczała i pachniała woskiem. Lando przez chwilę zastanawiał się jaki los spotka jego starego przyjaciela Hana.
- Co tam ! Najważniejsze że jest szansa odzyskać Sokoła. Zrobię wszystko, by go znów mieć... Lordzie Vader ! Bobo Fettcie ! Zaczekajcie. Może się na coś przydam i ubijemy interes !
.... Biedny Lando nie wiedział co dzieje się z jego karmą. Tymczasem gdzieś tam w innym wymiarze zapisano, że w przyszłym życiu odrodzi się jako kochanka Hokołanzy The Hutta.

Koniec!